Master of Economy

Master of Economy to interesująca, głęboka gra z ciekawymi – i chyba nietypowymi – mechanizmami. Jeśli lubisz pogłowić się nad tym, jak tu zrobić więcej pieniędzy, najlepiej kosztem konkurentów, to jest to coś dla Ciebie!

Wydaje mi się, że Master of Economy to gra, która nie miała szczęścia. Ciężkie, długie gry ekonomiczne – wedle moich doświadczeń – nie mają wielu fanów i już to stawiało ją w trudnej sytuacji. Do tego niesnaski przy wydaniu i „zły PR” sprawę tylko pogorszyły. W Świecie Gier Planszowych była recenzja (numer 17), w dodatku pozytywna (8/10). Jednak mam wrażenie, że ostatecznie gra przeszła cicho i niezauważenie (pominąwszy ów „zły PR” – to akurat uwaga, której nie trzeba jej było).

A szkoda, bo to bardzo interesująca gra! Zdaje się, że także wyjątkowa na polskim rynku w swojej kategorii – czy ktoś może zna inną polską grę ekonomiczną o podobnej wadze i mechanizmach?

Recenzję tę piszę z pozycji fana rodziny gier 18xx. Master of Economy to wyraźnie inna gra. Kilka mechanik jest podobnych, na przykład: udziały, rozróżnienie prezydenta od zwykłego udziałowca, giełda. Tym niemniej poszukuję w tej grze podobnych cech i wrażeń. I nie są to daremne poszukiwania!

W Master of Economy wcielamy się we właścicieli firm. Właściwie to nawet nie tyle właścicieli, co raczej CEO. A i to może ulec zmianie w toku gry, gdy rada nadzorcza obierze na nowego CEO kogoś innego. Jak zwykle, staramy się zdobyć jak największy majątek osobisty, a firma i jej kondycja są tylko narzędziem, środkiem do osiągnięcia tego celu.

Firmy mogą zarabiać na produkcji i sprzedaży (mamy sześć rodzajów towarów, powiązanych w prostym grafie zależności wymagań) lub na spekulacji na rynku (kupując tanio od innych i drogo sprzedając). Gracze mogą zarabiać na pensji CEO (zależnej od wielkości firmy), dywidendach z udziałów, bonusach z obrotu udziałami, wartości firmy (tak giełdowej jak i księgowej) no i… defraudując.

Brzmi bardzo ciekawie, prawda? Jeśli jeszcze do tego dołożymy, że tak gracze jak i firmy mogą kupować udziały, a potem uczestniczyć w wyborach nowego CEO (firma głosuje tak jak głosuje jej bieżący CEO) próbując „wrogiego przejęcia”, to aż mam wypieki!

Interesujący jest też rynek towarowy. Firmy w kolejności obstawiają eksport lub import każdego z towarów (jednak liczba operacji jest ograniczona). Najpierw importerzy kupują od najtańszych sprzedawców. Potem ewentualni pozostali sprzedawcy eksportują za granicę. A jeśli to importerów jest więcej, to importują z zagranicy. Zagranica ma zaś to do siebie, że dużo płaci, ale też i dużo kosztuje przy imporcie. W dodatku firmy, które eksportują umacniają swoją pozycję giełdową (w efekcie zyskując na wartości i pomnażając majątek udziałowców). Firmy, które wcześniej obstawiają mają szanse na lepszy eksport (drożej i za granicę, a nie lokalnie). Za to firmy, które obstawiają później mają szansę na spekulowanie na rynku (na przykład kupowanie od tanich sprzedawców, a potem eksportowanie samemu drogo).

Nie mogę też nie wspomnieć o defraudacjach. Otóż defraudacje są bardzo „tematyczne”. CEO kosztem skarbca firmy i jej pozycji giełdowej zgarnia dla siebie trochę grosza. Przy czym firma traci więcej, niż CEO zabiera. Co ciekawe, na BoardGameGeek można spotkać opinie graczy, którzy w swoich lokalnych grupach przedstawiają to nie jako defraudacje, a premie, bo współgracze mają moralne opory przed defraudowaniem, a czasem nawet graniem w grę, która na to pozwala!

Podkreślę, że wspomniane mechanizmy są interesujące nawet w porównaniu do 18xx właśnie. Wiele jest nawet bardziej rozwiniętych, jak na przykład system udziałów, który przerasta chociażby ten złożony z 1841 (gdzie firmy też mogą obracać udziałami).

Ale jednak Master of Economy nie stało się moją ulubioną grą. Jest dla mnie… za krótka! Pudełko podaje 2 do 2,5 godziny. A dla mnie jest za krótka! Przypomnę jednak, że jako fan 18xx, 4 godziny uważam za krótki czas gry. Do tego gram głównie PBF i PBEM, więc pojedyncze gry idą w miesiące.

Master of Economy rozgrywa się w 4 rundach. To bardzo mało czasu. Dla firm jeszcze ujdzie, bo kluczowe operacje (rozbudowa, produkcja i handlowanie) odbywa się dwa razy w ciągu rundy. Ale dla operacji giełdowych to bardzo mało. Być może to kwestia przyzwyczajenia i stylu gry, ale ja czuję zdecydowany niedosyt. Rozważam nawet zagranie dla próby dłuższej gry. Może mierzonej bankiem, jak 18xx? Z drugiej strony, może się jednak okazać, że przy dłuższej grze, operacje firm zaczną być nudne i schematyczne.