Czy Suchy utopił Marsa? – pierwsze wrażenia z Podwodnych miast

Niedawno udało mi się zagrać w Podwodne miasta i gra bardzo przypadła mi do gustu. Tutaj pierwsze wrażenia po jednej rozgrywce i – chyba nieuniknione – porównanie do Terraformacji Marsa, z którą mam znacznie większe – acz niezbyt skuteczne… – doświadczenia.

Mechanika

Gra trwa 10 rund, przecinanych (po 4, 7 i 10, ostatniej) fazami produkcji. W każdej rundzie gracze 3 razy dokonują wyboru jednej z 13 akcji (w kolejności, po jednej). Wyborowi akcji towarzyszy zagranie z ręki karty i jeśli kolor karty pasuje do koloru akcji (są 3 kolory) to możemy wykonać dodatkowe działanie wynikające z tej karty. To jest proste, ale daje spore pole do główkowania.

Operujemy w sumie 5 „walutami” i kartami na ręce. Karty służą jedynie do zagrywania akcji (i ewentualnych działań dodatkowych). Za pozostałe dobra rozbudowujemy podwodną infrastrukturę: miasta, tunele i placówki produkcyjne.

Punkty zdobywamy na kilka sposobów. Trochę gromadzimy w toku gry z produkcji niektórych struktur i wykonanych działań. Trochę z indywidualnych celów punktowych (metropolie). Trochę z kart, które możemy po drodze nabyć (z wystawki dostępnej dla wszystkich).

W zasadzie nic nowego i innowacyjnego tu nie dostrzegam. Ale to co jest, jest bardzo solidną grą w swoim gatunku.

Tematyka

Ujdzie. Nie porwała mnie, ale też nie odpycha. Po grze w tym gatunku nie oczekiwałbym niczego więcej, więc i tu jest solidnie.

Nieuniknione porównanie

Do Terraformacji Marsa. Zresztą, sama gra aż prosi się o takie porównanie otwierając instrukcję słowami:

The earth is overpopulated. The colonization of Mars is always four decades away. Only one avenue is open for human expansion: the world under the sea.

(Nie znalazłem polskiej wersji instrukcji, a grany egzemplarz nie jest mój, więc nie mam skąd przepisać – stąd tekst po angielsku.)

Tak na marginesie, sam fakt, że dziś inne gry odnosi się do TM jest już świadectwem sukcesu TM…

Mechanika

Sam dziwię się swoim słowom, ale chyba jednak Podwodne miasta – dla mnie – wygrywają na tym polu.

Więcej interakcji w PM

Jest tu więcej interakcji, bo konkurujemy o te same akcje.

W TM mamy trochę wyścigu jeśli wielu graczy mocno gra na planszy, trochę o terraformowanie i bonusy, trochę o tytuły. Ale jakoś tego nie czuję. Poza draftem (zawsze tak gramy w TM) dla mnie to jest jednak głównie pasjans. Nie żeby to było coś złego – przeciwnie, te karty, które niszczą zasoby przeciwnikowi, to jest coś czego bym się z TM pozbył. Ale jednak PM stosuje tutaj mechanikę worker placement, którą bardzo lubię, a której w TM nie ma.

Więcej decyzji w PM

Jest więcej główkowania przy wykonywaniu akcji i optymalizowaniu tego. W TM po drafcie wybór jest już raczej ograniczony – pewnie, że nadal jest z czego wybierać i działania innych graczy mogą na to wpływać, ale jednak w PM widzę tego więcej. Tak jak i więcej wyboru jest w tym które akcje i jak wykonuję.

Czy zależy mi na akcji tak bardzo, że poświęcam bonus karty używając jej z niewłaściwym kolorem? A może pójdę na kompromis z akcją, żeby mieć i to i to? Którą kartę wybiorę? Efekt trwały? Efekt natychmiastowy? A może akcja? – która w moim odczuciu często jest raczej „odroczonym efektem natychmiastowym”, bo wykonywać prywatne akcje jest trudno, a zastępować je, co skutkuje jednorazowym natychmiastowym wykonaniem, jest dość łatwo. Czy będę rozbudowywać infrastrukturę w „monofarmy”, gdzie mam dodatkowe bonusy do produkcji, czy też raczej postawię na różnorodność, co da więcej punktów na koniec gry? W jakim stopniu grać pod cele, a w jakim pod punkty tu i teraz? Tyle wyborów…

Liczba akcji (czas gry…) zamknięta w PM

Czas gry liczony w turach jest zamknięty. Może to spaczenie osobistych doświadczeń, ale w TM zdają się dominować gracze zainteresowani rozwojem tableau a nie terraformowaniem, co potrafi bardzo przeciągać grę. Co więcej, mam wrażenie, że osamotniony terraformator raczej przegra, bo punkty zrobione w kartach nadrobią jego zysk z podnoszenia WT. Natomiast w PM mamy z góry ustaloną liczbę rund i akcji i tyle – możemy co najwyżej przeciągać rozmyślając nad ruchem, ale to akurat dotyczy obu gier.

Tematyka

Tutaj, dla mnie, Terraformacja Marsa górą. Oczywiście, w obu tych grach tematyka jest dla mnie na drugim planie (w najlepszym razie), ale jest ważna, bo to często okazuje się tie-breaker przy wyborze z tak wielu dobrych gier. Temat TM już na otwarciu bardziej mi odpowiada, a wykonanie tylko to potęguje. Ogromna liczba unikalnych kart – nawet jeśli ich działania są zbliżone, to obrazki i „flavor text” nie – robi swoje. W PM nawet nie chciało mi się tych kart oglądać, bo miałem wrażenie, że cały czas dostaję drobne wariacje tego samego.

Terraformacja Marsa czy Podwodne miasta?

Odpowiedź jest wbrew pozorom prosta:

Czemu by nie obie?