Nova Luna

Wydawnictwo Lucky Duck Games przekazało mi do recenzji egzemplarz Nova Luna – nowej gry, autorstwa Uwe Rosenberg i Corné van Moorsel, o ciekawym rodowodzie.

Mechanika

Kafelki

W grze mamy kwadratowe kafelki w czterech kolorach. Każdy z nich, oprócz kosztu czasu, ma też od 0 do 3 zadań, polegających na zapewnieniu sąsiadowania z innymi kaflami we wskazanych kolorach.

Przykładowe kafelki, z instrukcji

Ten element gry jest zainspirowany grą Habitats, o czym nietypową informację znajdziemy już w instrukcji:

Do stworzenia tej gry zainspirowało mnie Habitats od holenderskiego wydawnictwa Cwali (wydane w 2016 roku). (…) Swoją wdzięczność za inspirację wyrażam poprzez nazwanie Cornégo van Moorsela współautorem tej gry i przyznanie mu do niej praw.

Księżycowe koło

Same kafelki gracze pozyskują poruszając się po księżycowym kole.

Przykładowy układ księżycowego koło, z instrukcji

Ten element gry wydaje się silnie nawiązywać do Patchwork tego samego autora. Instrukcja o tym nie mówi, ale podobieństwa są oczywiste.

Gracz wykonujący ruch może wybrać jeden z trzech najbliższych kafelków od znacznika księżyca, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wybrany kafelek dokłada do swojej planszy, stawia na jego miejscu znacznik księżyca, a swój żeton na torze przesuwa o tyle pól ile wskazuje koszt czasu wybranego kafelka. Turę wykonuje zawsze gracz, którego żeton na torze jest najdalej, być może wykonując więcej niż jeden ruch, nim kolej przejdzie na innego gracza.

Cel gry

Grę wygrywa gracz, który jako pierwszy zrealizuje 20 zadań na zebranych kafelkach.

Należy więc starać się dobierać i układać kafelki w taki sposób, żeby każdy z nich pomagał w realizacji możliwie wielu zadań. Oczywiście, łatwiejsze pod tym względem kafelki kosztują więcej czasu i czasem bardziej opłaca się wybrać więcej nieco gorszych kafli. Przy tym trzeba też brać pod uwagę, co oddajemy do wyboru innym graczom i co oni potem zostawią nam, bo wybrać możemy tylko jeden z trzech kolejnych kafelków.

Temat

No nie bardzo. Nie mam na tym polu dużych oczekiwań – wiem jaki to autor, wiem jaki rodzaj gry. Ale jednak, chyba można było lepiej? Temat Patchwork podoba mi się zdecydowanie bardziej. Sądzę, że Habitats też by mi pasowało pod tym względem bardziej. A tutaj jakoś tego nie czuję…

Nie żeby to miało przeszkadzać. Ostatecznie to gra abstrakcyjna przecież. Ale mogło ujmować – jak w Patchwork właśnie, a nie przekonuje. Przynajmniej mnie. Tym bardziej mnie to dziwi, że Rosenberg wydaje mi się zwykle celować w tematy, które jak najbardziej mi pasują. Jakiś agrarny motyw byłby może – dla mnie – ciekawszy. A i bliższy do Habitats.

Wykonanie

Podobnie jak z tematem. Wszystko jest w porządku, ale nie miałem „efektu wow!”, jaki miałem z innymi popularnymi grami abstrakcyjnymi. I był to dla mnie zawód, bo miałem nadzieję na więcej. W „Notce autora” na ostatniej stronie instrukcji czytamy:

Chcę również szczerze podziękować Lukasowi Siegmonowi za wspaniałe ilustracje.

Tymczasem ja zdecydowanie bardziej wolę, gdy za tę stronę realizacji odpowiada Klemens Franz.

Po co takie duże?!

Pudełko gry jest zdecydowanie za duże!

Wydaje mi się, że może nawet wspomniany już Patchwork byłby wystarczającego rozmiaru. Poza kaflami mamy po 21 żetonów graczy, planszę, którą można było z powodzeniem podzielić na 4 części i księżyc jako znacznik. Znacznik, który może nie jest tak absurdalny jak pewna alpaka, ale nadal niepotrzebnie duży (a i o trwałość obawiam się).

Nova Luna nie stałaby się grą podróżną w tym sensie, że można grać w drodze (pociągu czy samochodzie), ale byłaby na pewno znacznie bardziej pakowna i nadawałby się do zabierania na wyjazdy. Szczególnie, że miejsca do gry nie wymaga wcale dużo. Zresztą, zapewne i tak będę ją brał na wyjazdy, tylko nie w oryginalnym opakowaniu.

Do tego niezbyt trafione są woreczki strunowe jakie dostajemy w środku. Na dyski graczy są zdecydowanie za duże, natomiast na kafle wyraźnie za małe. Ostatecznie użyłem własnych woreczków, a te z pudełka odłożyłem na inną okazję.

Podsumowanie

Gra jest ciekawa, płynie szybko. Szczególnie w wersji na dwie osoby i ten wariant chyba najbardziej lubię ze względu na nieco większą kontrolę nad grą.

Żałuję jednak, że wybrano taki temat – nie jest to dla mnie ważne, gram chętnie mimo tego, ale uważam, że to zmarnowana szansa na uczynienie gry jeszcze lepszą. Sądzę, że tematyka każdego z „rodziców” tej gry byłaby lepsza.