Kiedy zacząć Rosenberg-ować dzieci?

Planszówki, jak zapewne wszystko, mają dolne ograniczenia wiekowe. Nie bardzo wiem kto, na jakiej podstawie i na ile restrykcyjnie je wyznacza. Ale czy naprawdę trzeba mieć 12 lat żeby siąść do Agricoli i Le Havre? 14 lat, żeby cieszyć się Cywilizacją: Poprzez wieki i Grą o Tron? 16 lat, żeby popuszczać pociągi w 1817?!

Nie wiem, czy bardziej sądzę czy bardziej mam nadzieję, że te ograniczenia są wyrost. Jednak podstawy do sądzenia mam – ograniczenia podane na klockach LEGO okazały się przesadzone wobec naszych dzieci. Z wyjątkiem tych najniższych, na pierwsze zestawy LEGO Duplo – tu istotnie dopiero wtedy zaczynały się nimi bawić. No ale wróćmy do tematu – to jest do gier planszowych.

Niedawno zbiegły się dwie okoliczności. Po pierwsze, pewien znajomy na Facebooku opublikował zdjęcie synów grających w Cywilizację: Poprzez wieki. Synów gołym okiem nie spełniających kryterium 14 lat. Po drugie zaś wsparłem Pola Arle i musiałem to sobie jakoś zracjonalizować, bo rozum z wyrzutem przywoływał przed oczy wyobraźni obraz półek pełnych gier, w które nikt nie gra. Zębatki zatrybiły. Granie z dziećmi powinno wkroczyć na wyższy poziom!

Jednak po pierwszej fali entuzjazmu ochłonąłem. Pola Arle to chyba jednak gra zbyt złożona, a przede wszystkim za długa. Szczególnie, że angażuje tylko jedno z trójki dzieci (zakładając, że drugim graczem będę ja… ;)). Sam temat jednak został. Pora wykroczyć poza proste gry dziecięce. Pora zacząć dzieci Rosenberg-ować! Najłatwiej poradzić się innych, dlatego zadałem pytanie na facebookowej grupie Gry Planszowe. Szybkość i skala odzewu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Zasugerowano łącznie ponad 40 tytułów.

Zapewne w pierwszej kolejności będę się starał próbować z Agricola: Chłopi i ich zwierzyniec oraz Le Havre: The Inland Port. Ale i kilka innych tytułów nęci potencjałem. Jednak to nadal przyszłość. A wśród gier już posiadanych mam Patchwork. Worker placement to to nie jest, ale jest Rosenberg. Koncepcja zapełniania planszy już dzieciom znana z Blokusa i Callisto. No i – przypomnijmy – jest na półce. Zagrałem z Karolem.

Ewa trochę marudziła, ale jakoś to zniosła. Że niby grałem razem z nią przeciw Karolowi. Ona zresztą tak lubi czasem, bo wtedy łatwiej się jej dystansować od ewentualnej przegranej. Bo przegrane źle znosi. Ja jednak wygrałem. Bardzo małą przewagą. Niepokojąco małą przewagą… No ale wygrałem. Potem jednak jakoś stale się nie składało, a nawet jeśli coś graliśmy, to inne tytuły, dziecięce.

Wczoraj udało się wrócić do Patchworka. Ale tym razem ja byłem już tylko moderatorem, bo grała Ewa z Karolem.

  • Z liczeniem żadne z nich nie miało problemu. Nawet z końcem gry, gdy liczba guzików do pobrania przy bonusie przekracza 10. Nawet Ewa dzielnie sama liczyła.
  • Trochę trudności było z wydawaniem reszty. Karol zapłacić umie bez problemu, ale odliczoną kwotą. Wyliczenie reszty zajmuje mu zaskakująco dużo czasu. Ponadto czasem miałem wrażenie, że nie jest przekonany co do poprawności takiej operacji – zapłacenia więcej i pobrania reszty. Co do Ewy nawet nie próbowałem i jeśli nie miała właściwej kwoty, to sam ją rozliczałem.
  • Gorzej szło z zapełnianiem planszy, szczególnie Ewie. Miały tendencje do budowania układów trudnych do dalszego łatania. Słabo też widziały – tak mi się wydaje – możliwości położenia klocka, szczególnie z możliwością odwrócenia go. Wreszcie nie decydowały o położeniu z uwzględnieniem innych dostępnych klocków.
  • Mało grały czasem. A także przeliczaniem wartości klocka wobec zużytego czasu – szczególnie przy końcu gry, gdzie łatwiej jest oszacować ostateczny wpływ.

Co jednak najważniejsze, dzieci wydawały się rozumieć o co chodzi w grze i czerpały z niej radość. Są też chętne do dalszej gry!

Jakie są Wasze doświadczenia we wdrażaniu dzieci?

Na ile trudno jest uniknąć wmuszania w dzieci tego, w co chcemy grać samemu? Przecież to tak samo jak z kupowaniem gry w prezencie bliskim – kupujemy prezent bliskim, czy sobie?

Jak ocenić kiedy zasugerować jaki tytuł? Tak, żeby nie forsować, ale jednak stymulować? A może właśnie nie stymulować – niech idą same swoim tempem?

Kiedy jednak rezygnować? Takie zwątpienie – czy nie zrezygnować – miałem z Cable Car. Dzieci grały chętnie i z przyjemnością, ale z ruchów odnosiłem wrażenie, że kompletnie nie poczuły o co chodzi w grze. Karol starał się jak najszybciej (i przez to jak najkrócej…) zamykać swoje trasy i cieszył się z każdych 2-4 punktów. Jakoś nie chwyciły, że chodzi o to, by trasa była długa. Czy jest sens grać, gdy gracze nie robią „tego co należy”? No niby dobrze się bawią, ale może lepiej poszukać czegoś innego?

Jak tam z Waszymi dziećmi? – jeśli je macie. A może jak to sobie wyobrażacie? – jeśli ich nie macie.

EDIT (2016-03-12 23:08)

Dziś udało się zagrać w Le Havre! (Z dziećmi oczywiście…) Główny problem to długi czas gry. Także jest nieźle. Dzieci lepiej łapią, niż się spodziewałem, tylko mają małą cierpliwość i wytrwałość. Co pokrywa się z obserwacjami innych z komentarzy.

Dodatkowo kilka linków:

0 Udostępnień