Co to znaczy wygrać?

Niedawno miała miejsce tradycyjna, (mniej więcej) co miesięczna, sesja z Wysokim Napięciem u Russa. Ale tym razem było inaczej niż zwykle. Z końcem gry, w tym co ostatecznie było przedostatnią turą, stanąłem przed wyborem: brać drugie miejsce, czy ryzykować wszystko w walce o pierwsze?

Przedstawienie

Mamy tu klasyczny dramat.

Ale jeszcze zanim przejdę dalej drobna uwaga. Drogi czytelniku, jeśli nie jest Ci znana gra Wysokie Napięcie to – poza oczywistym brakiem, który powinieneś czym prędzej uzupełnić! – możesz niewiele wnieść z tej części moich przemyśleń. Może lepiej przeskoczyć od razu do dalszej części „No ale co z tym wygrywaniem?”.

Aktorzy

Anna, Russ, Brian. No i oczywiście ja.

Z Brianem ostatnio jakoś nie wychodziło. Miałem z nim rozłączne terminy i kilka spotkań z rzędu graliśmy w trójki, zamiast w czwórkę. Chociażby na tym poprzednio opisanym. Ale tym razem udało się. I miało to bardzo poważne konsekwencje, bo Brian okazał się ostatecznym katem – choć przecież tylko wykonał wyrok.

Okoliczności

Tradycyjnia partia w Wysokie Napięcie.

Miałem nadzieję na nowy dodatek – The Stock Market -, ale Brian, swoim zwyczajem, był – że tak to ujmę – konserwatywny. Dlatego stanęło na standardowej grze (nawet bez robota), na planszy Europa Centralna. W grze wzięły udział dwie karty dodatkowe – jak wyszło w toku gry, były to Supply Contract i Taxes.

Rozgrywam właśnie swoją turę „budowania miast” w tym, co okazało się być przedostatnią turą gry.

Przebieg

Scena 1

Jak zwykle jestem pierwszym graczem. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale jakoś tak wychodzi, że inni walczą o kolejność, a ja jakby mniej. Siedzę więc i czekam na swoją kolej „budowania miast”. (Bo w Wysokim Napięciu pierwszy zawsze ma pod górę – taki „auto-balans”.) Policzyłem już na co mnie stać, ale nie wiem czy inni gracze mnie nie poblokują. Ale nie! Nie zablokowali. Wydając wszystko, aż do ostatniego Elektro, będę na styk i postawię 3 nowe miasta. Osiągnę w ten sposób 17 miast kończąc grę. Ale zasilę tylko 16, bo tylko tyle mam mocy w elektrowniach.

I tu się zaczynają problemy. Brian bowiem także zasili 16 miast, ale zostanie mu trochę Elektro, a mi nie. Więc wygra w remisach.

Na marginesie drobna uwaga. W Wysokim Napięciu pieniądze graczy są tajne, choć są „obliczalne”. Bardzo nie lubię takich rozwiązań. A już szczególnie w takich grach jak Wysokie Napięcie! No ale jest jak jest, zdecydowaliśmy się – wbrew moim preferencjom – na granie z tą zasadą. Skąd więc wiedziałem, że Brian ma jeszcze jakąś resztę? Bo widziałem. I to kolejny powód dla którego nie lubię takich zasad.

Dumam więc chwilę. Gra jednak już trwa wyraźnie dłużej niż zwykle, więc żeby ulżyć współgraczom w czekaniu, komunikuję o czym tak myślę. Że mógłbym zakończyć biorąc drugie miejsce. Albo podjąć ryzyko walki o pierwsze, ale że w mojej ocenie, przy kontynuowaniu, szanse na pierwsze albo choć utrzymanie drugiego, są znikome.

Rozgorzała krótka dysputa. Przeważają głosy na „grać dalej”. Oczywiście od graczy na pozycjach 3 i 4 – bo i oni chcieliby mieć szansę na coś lepszego, a w przeciwieństwie do mnie, mają mniej do stracenia. Ale dobrze więc, myślę sobie. Zakomunikowałem, że drugie miejsce jest moje. Zobaczymy – może uda się wycisnąć więcej, a jak nie, to „moralnie” i tak będę drugi. 😉

Scena 2

Otwieram (jako pierwszy gracz) kolejną turę licytacją elektrowni. Jest już etap 3, ale rozsądny wybór stanowią tylko 3 elektrownie:

  • węglowa 42: 2 → 6,
  • olejowa 32: 3 → 6,
  • wiatrowa 44: – → 5.

Przy tym węglową można było potraktować jako drugi wybór wobec olejowej, bo olejowa była w tym kontekście lepsza ze względu na bezpieczniejszy zapas zasobu. A także niższą sumaryczną cenę wraz z zasobami (przy założeniu tylko jednego użycia).

Sam miałem zaś takie:

  • węglowa 25: 2 → 5,
  • uranowa 28: 1 → 4,
  • hybryda 46: 3 → 7.

Wybór był więc zarówno co do tego, co kupić, jak i co wyrzucić:

  • Wariant bardzo bezpieczny to oczywiście zmiana węglowej na wiatrową. Wtedy nie grozi mi „resource denial”. Ale też nie zwiększam mocy. Więc przegrywam. To odpada, w końcu miałem próbować wygrać.
  • Wariant bezpieczny to zmiana uranowej na wiatrową. Byłoby zagrożenie resource denial, ale tylko przy współpracy pozostałych graczy. Tyle tylko, że to daje mi moc 17, a więc nadal na pewno nie pierwsze miejsce, bo już jest jasne, że Russ zasili 18.
  • Wariant zmiany węglowej na olejową jest słaby, bo nadal niebezpieczny ze względu na resource denial i nadal daje moc tylko 17. Jednocześnie przy większych kosztach niż poprzedni scenariusz.
  • Stanęło więc na „va banque”. Czyli zmiana uranowej na olejową i podbicie mocy do 18. Z poważnym ryzykiem padnięcia ofiarą resource denial i przegranej.

Scena 3

Kupujemy surowce:

  • Anka nic, kupiła zapas w poprzedniej turze. (Mogła wykupywać olej.)
  • Russ po długim namyśle kupuje tylko minimum. (Mógł wykupywać olej i węgiel.)
  • Wreszcie Brian kupuje o 2 węgle więcej niż potrzebuje, zostawiając jeden w banku, gdy ja potrzebuję dwóch.

Resource denial wykonany. Przegrywam z kretesem.

Kurtyna.

Wyniki

Ostatecznie wygrywa Russ na 18 miastach. Potem Brian i Anna na 17 miastach, Brian wygrywa w remisach o kilka Elektro. Potem – daleko w tyle – ja, z zasilonymi 13 miastami.

Choć w późniejszych rozmowach padła sugestia, że Brian stanął przed wyborem kogo „kingmake’ować” (Russa, czy mnie), to nie była ona słuszna. Brian zagrał racjonalnie. Gdyby tak nie zrobił, to niezależnie czy ja bym rzeczywiście wygrał, czy miał drugie miejsce w remisach (co jest dość prawdopodobne), to on byłby trzeci. Więc jego pozycja byłaby gorsza. Więc nie kingmake’ował, tylko poprawiał swój wynik.

Co więcej, teraz myślę, że być może Brian sam powinien był kupić którąś elektrownię zasilającą 6 miast i zawalczyć o pierwsze miejsce. Ale nie wiem czy miał dość pieniędzy. Zresztą, za daleko już od planszy, żebym był pewny stan gry w tamtym momencie, a tu każdy detal znaczy.

Z obecnej perspektywy widzę też, że moje szanse na pierwsze miejsce były nawet bardziej iluzoryczne niż mi się wtedy wydawało. Współgracze musieliby poczynić poważne błędy, żebym w ogóle mógł się ubiegać o pierwsze miejsce. A i wtedy nie byłoby to pewne, bo mógłbym przegrać remisy na gotówkę z Russem.

No ale co z tym wygrywaniem?

Po grze odbyliśmy krótką debatę o zaszłej sytuacji. Co Wy byście zrobili na moim miejscu?

Nasze stanowiska

Stanowisko Briana było klarowne od zawsze. Należy do tych, co uważają, że drugie miejsce, to tylko pierwszy przegrany. Choć zaczynam przypuszczać, że to nieco na wyrost deklaracja, bo jednak podkupił mi surowce, żeby zająć drugie, a nie trzecie miejsce. A także nie zaryzykował tego drugiego miejsca, w próbie sięgnięcia po pierwsza. (Groziłoby mu wtedy resource denial od Russa.) Więc jednak wolał być drugi niż trzeci lub czwarty. 😉

Russ oczywiście postulował granie dla wygranej. Ale biorąc pod uwagę, że był oczekiwanym beneficjentem dalszego grania – co się sprawdziło – to jego opinia była obciążona konfliktem interesów.

Wreszcie Anna wydawała się wykazywać najwięcej zrozumienia dla mojego dylematu, choć ostatecznie przyznała, że sama bez większego zastanowienia wybrałaby granie dalej.

No i ja. Ja zwykłem grać nie dla pierwszego miejsca, tylko dla najlepszego wyniku. Pierwsze miejsce jest wprawdzie lepsze niż drugie. Ale jeśli jest bardzo nieprawdopodobne, natomiast prawdopodobne są wyniki gorsze, to wartość oczekiwana ostatecznego wyniku może być gorsza niż miejsce drugie. W tej konkretnej grze, po ogłoszeniu i okazaniu możliwości zajęcia drugiego miejsca, zdecydowałem jednak grać dalej pod namową współgraczy. No i z ciekawości.

Co z turniejami?

W dyspucie podniosłem argument turnieju. Co by było, gdybyśmy zliczali wyniki kolejnych partii, przyznawali punkty i takie tam. Czy wtedy też ryzykowaliby drugie miejsce?

Zgodnie z moim oczekiwaniem wtedy jednak byliby ostrożniejsi z ryzykowaniem. Ale mimo tego, argument ten został celnie skontrowany. Otóż w przypadku gry turniejowej mamy tak naprawdę do czynienia z szerszą grą, którą jest cały turniej. A pojedyncza partia, konkretne rozgrywka, jest tylko częścią tego turnieju. Więc decyzje podejmujemy dla maksymalizacji wyniku (jakkolwiek go oceniać) całego turnieju, a nie pojedynczej gry.

A gra o pieniądze?

Zamiast jednak pytać o turniej powinienem był zapytać o zakład. Gdybyśmy grali o pieniądze, to jak wpłynęłoby to na decyzję? Gra o pieniądze – w przeciwieństwie do turnieju – nie tworzy nowej „nadgry”. Raczej podnosi stawkę, czyni decyzje bardziej znaczącymi. No ale wtedy o tym nie pomyślałem i nie zapytałem.

Mogę jednak zapytać tutaj. Więc jak Ty byś postąpił, drogi czytelniku?

Czy wizja konkretnej nagrody pieniężnej z jednej strony i znaczne ryzyko braku nagrody z drugiej strony zmieniłaby Twoją ocenę? Jeśli tak, to przy jakich kwotach?

Wydaje mi się, że granie o pieniądze czyni grę poważniejszą. Jeśli w takim przypadku podjęlibyśmy inną decyzję co do zakończenia gry, to jak to świadczy o naszej decyzji przy braku stawki pieniężnej? Że jest mniej poważna? Że nie gramy na serio?

Co nam mówią miejsca?

Tę kwestię podniósł Russ, a że była mi na rękę, to oczywiście pomysł podchwyciłem. 😉

Otóż w tej konkretnej grze, o pierwsze miejsce, batalię toczył Russ ze mną, a nie z pozostałymi graczami. W istocie – jak teraz myślę – być może Brian był w podobnej sytuacji, ale właśnie, w przeciwieństwie do mnie, nie zaryzykował bo pewność niepowodzenia była już znacznie klarowniejsza, niż gdy ja podejmowałem decyzję. Ale zbyt wiele już czasu minęło, nie pamiętam stanu gry tak dobrze więc porzucę ten wątek, przyjmując tylko Russa i mnie – i tak nie ma to tutaj wpływu na meritum.

Skoro zaś tak, to jaki był mój faktyczny wynik? Czy można w pełni szczerze powiedzieć, że przegrałem, choć byłem jednym konkurentem do pierwszego miejsca? Można by nieco filozoficznie powiedzieć, że choć poległem, to przynajmniej stanąłem do boju o pierwsze miejsce. A Anna i Brain nie.

To rodzi pytanie, na ile miejsca inne niż pierwsze, w ogóle są miarodajne. Szczególnie w grach takich jak Wysokie Napięcie, gdzie podjęcie walki często wiąże się z ryzykiem nie tylko braku postępu, ale wręcz regresem.

Gro-tykieta

W światku Go przyjmuje się, że wykonywanie ruchów, których jedyną szansą powodzenia jest elementarny błąd przeciwnika, jest niegrzeczne. Gracz grający w ten sposób bez wyraźnego powodu (na przykład nauka dla drugiego gracza, pewna demonstracja) zachowuje się nieelegancko. Nie poruszyłem tego zagadnienia w dyspucie po grze, a powinienem był, bo Russ jest goistą.

Jeśli (podkreślam: jeśli) identyfikować się z tą zasadą także na gruncie innych gier to otrzymamy zupełnie nowy rzut oka na sprawę. Moja próba sięgnięcia po wygraną była bowiem właśnie takim zagraniem na błąd przeciwnika. Tylko błąd (którego przeciwnicy nie zrobili…) mógłby dać mi tą wygraną. Więc zgodnie z taką etykietą, moja zagrywka była niegrzeczna. Tym bardziej, że nie tylko przeciągnęła grę o dodatkową turę, ale jeszcze zmieniła wyniki. Efektywnie byłem kingmaker’em.

Naturalnie przeniesienie takiej etykiety z Go na inne gry nie jest wcale oczywiste i proste. Przede wszystkim Go jest grą między dwojgiem graczy i z pełną informacją. W Wysokim Napięciu nie mamy pełnej informacji, więc nie zawsze da się ocenić, czy jakaś zagrywka jest skazana na porażkę. W dodatku przy grze wieloosobowej, niektóre zagrywki są skazane na porażkę tylko wobec współpracy pozostałych graczy, a do niej nie musi dojść także z przyczyn innych niż ich błędy.

Jednak wydaje mi się, że ta etykieta, to ciekawa myśl, którą warto mieć na uwadze. Nawet jeśli odrzucimy ocenę „moralną” takiego stylu gry, to jednak pozostaje spostrzeżenie, że ślepe sięganie po wygraną, skazane na porażkę, zapewne okaże się kingmake’owaniem. Bo czyż w tej grze Brian nie mógłby – zupełnie zasadnie – wyrzucić mi na koniec, że miotając się bez żadnych szans pogorszyłem jego sytuację nic sam nie zyskując, a nawet tracąc?

Podsumowanie

Czemu napisałem ten tekst?

W części oczywiście dla popularyzacji Wysokiego Napięcia, bo to bardzo przyzwoita gra! Jak też widać, emocjonująca i pełna dramatycznych wyborów i gwałtownych zrywów. 🙂

Ale głównie jest to „trawienie tematu”. Nie pierwszy już raz spotykam się z takim „konfliktem filozoficznym”. W innym gronie ciągnę kolejne gry w Cywilizacja: Poprzez Wieki (w ramach serwisu Boardgaming online, którego gorąco polecam!). Na koncie mamy już 125 zakończonych gier, 126 trwa. Od 56-tej gry zapisujemy wyniki szczegółowo, wraz z miejscami, przyznając punkty (1000/600/300/0). To był mój pomysł, celem wykazania, że dbałość o finalny wynik, a nie tylko zajęcie pierwszego miejsca, statystycznie popłaca. Jak widać w wynikach – co do siebie samego – myliłem się. Po prostu jestem słabym graczem. 😉 Ale nie zmienia to tego, że nadal uważam, że należy mierzyć zamiary na siły, a nie siły na zamiary. To jest należy walczyć o najlepszy możliwy wynik, a nie desperacko rzucać się na praktycznie pewną porażkę.

Czy więc moje nastawienie jest nietypowe, może nawet dziwaczne? Czy tylko trafiam na współgraczy niepodzielających takiego „światopoglądu”? Czy podniesienie stawki, poprzez na przykład grę o pieniądze, coś by zmieniło? U mnie oczywiście nie – ale czy u tych od „pierwsze miejsce albo nic”?

  • MrGrimmy

    U mnie nie zwraca się uwagi na dalsze miejsca, liczy się tylko zwycięzca (pewnie to nie do końca dobre ;p), ale przynajmniej dzięki temu nie ma takich dylematów. Każdy dąży do wygranej w myśl „po trupach do celu” i nikt nikomu nie ma po partyjce za to za złe. Jeśli chodzi o gro-etykę to np. w turniejowym świecie magic:the gathering odnoszę wrażenie, że liczenie na błąd przeciwnika jest podstawą do wygrania i to nie koniecznie nawet w ramach samych zasad gry – tam nie ma miejsca na savoir-vivre. Byłem kiedyś świadkiem sytuacji na turnieju, kiedy przy tasowaniu talii przed rozpoczęciem gry graczowi wypadła karta z talii pod stół centralnie pod nogi przeciwnika. Ten zaś chcąc być uprzejmy podniósł tą kartę i podał mu ją. Skończyło się na wezwaniu sędzi i o ile dobrze pamiętam match lossem dla uprzejmego ponieważ podejrzał kartę przeciwnika przed grą…

  • Sebastian Płocki

    Ja wygrywam zawsze jeżeli wszyscy się dobrze bawili.

  • Grzegorz Bernat

    Adamie, Twoja moralna rozterka „brzydkiego” zagrania aby wygrać jest teraz całkowicie bezzasadna. Prawdopodobnie informując przeciwników o tym, że w ostatniej rundzie będziesz walczył o wygraną i masz na nią szanse, zapaliła u nich czerwone światełka ostrzegawcze i tym samym pozbawiła Cię zwycięstwa, bo byli bardziej uważni i nie popełnili błędu. Gdybyś przemilczał sprawę, a oni nie zauważyliby Twojego skoku na kasę, to szansa popełnienia błędu z ich strony pewnie by wzrosła.

    Co do samego wygrywania, to jestem na stanowisku, że w grze, nazwijmy to „pucharowej”, w której liczy się tylko zwycięzca, a więc w większości partii trzeba starać się grać o jak najlepsze miejsce. Więc jeśli jest szansa zwycięstwa to należy ją podjąć ryzykując utratę bezpiecznego drugiego.

    Z kolei w sytuacji, gdy zapisujecie wyniki i przyznajecie punkty, czyli mamy normalną rozgrywkę w stylu ligowym to już od gracza zależy czy woli pewne „jakieś” punkty, czy próbuje wziąć wszystko ryzykując, że nie dostanie niczego.

    • Adam Badura

      Co do pierwszej części to nadal mam mieszane uczucia. Granie w nadziei na to, że przeciwnik popełni elementarny błąd (nie podkupienie zasobów w ostatniej rundzie to elementarny błąd) uważam za mało etyczne. Tu skłaniam się do stanowiska goistów. Urągam w ten sposób przeciwnikowi, nawet jeśli mi się uda.

      Dziś znów graliśmy. Też wystąpiła taka sytuacja, choć wyraźnie inaczej. Wprawdzie do mnie należała decyzja, czy kończymy czy jeszcze jedna runda, ale pozycja była słabsza. Mogłem liczyć co najwyżej na 3 miejsce, a i ono nie było pewne (trudno ocenić gotówkę, gdy jest tajna). I mogłem się zabezpieczyć na następną rundę.

      Talia elektrowni okazała się kapryśna i nie udało się. Skończyłem na 2 miejscu.

      Ale ciekawym aspektem było, że w tej rundzie aż 3 z 4 graczy nie odpaliło swoich elektrowni węglowych, bo było oczywiste, że przynajmniej dwóch z nich nie zdoła kupić węgla w następnej turze – a więc tej finałowej.

      Co do gry na pieniądze, to oczywiście Twoje obserwacje uważam za słuszne. Ale co z nich wynika? Moim zdaniem właśnie to, że zachowanie w grze na pieniądze lepiej oddaje „poprawne zachowanie” – to jest takie, gdzie gracz traktuje grę poważnie, a nie nonszalancko.