O Gratislavii, o MatHandlu, o listach życzeń i jak Belfort zdał mi się Blefortem

Gratislavia

Tegoroczna Gratislavia była dla mnie jedną z bardziej udanych. Zagrane gry raczej udane. Znajomości odświeżone, choćby zwykłym „Cześć!”. No i odetchnięcie światkiem planszowym. Bo to na konwentach i festiwalach można spotkać ludzi stojących na co dzień za nickami i awatarami.

Czytaj więcej